Perspektywa Annabeth Chase, lat 17; akcja dzieje się po wojnie tytanów, wszystko wróciło do normy, Obóz Jupiter i Obóz Herosów dalej prowadzą wymiany.
........................................................................................................................................
5. rano. Znowu będę niewyspana. Myślałam o wczorajszym treningu. O wczorajszej walce Percyego z Niną, od Apolla. Zawsze wydawała się w porządku, choć ciągle gapiła się na Percyego. Ale w końcu nie ona jedna. Po przygodach, które wydarzyły się tego lata Percy wydaje mi się bardziej męski, nie patrzę na niego jak na chłopca, który jest słodki i zabawny, ale jak na naprawdę seksownego mężczyznę. Ale ten jego kaloryfer przyciąga dziewczyny. Dlatego nic a nic mnie nie zdziwiło że młoda też uważa go za ciacho. Ale to przecież tylko fascynacja, wszyscy wiedzą że Percy nigdy by mnie nie zostawił, dlatego nikt nawet nie próbuje się do niego zbliżyć. Prawda? Bałam się, że mnie zrani, zostawi, skrzywdzi, lub wykorzysta. Wiedziałam, że raczej nie. Na sto procent nie! Aghhh, jak w ogóle możesz tak myśleć Ann! Jest na to za dobry, on cię kocha, po za tym za długo cię zna... Nie może tu chodzić tylko o krótki związek, czy seks. Hmm... Seks, Percy, całowanie, ja, on, bogowie, ale, on, słodki.
I tak o to moje myśli znowu zaczęły krążyć wokół Percyego, i trzeba przyznać że były dość sprośne. Nie wiem co mnie ostatnio naszło, ale tak, coraz częściej czułam potrzebę wykradnięcia się z domku i pobiegnięcia do niego. Może to nie taki zły pomysł... Ale niestety pobudka, śniadanie, kolejny dzień w obozie. Wstałam i obudziłam całą resztę . W drodze do pawilonu jadalnego, odbyłam z Percym, krótką rozmowę, która jak zwykle skończyła się całowaniem.
-Cześć mała.-Powiedział szelmowsko, a ja wysłałam mu jeden z moich najbardziej porażających spojrzeń .
-Mała, Percy to bardzo seksistowskie przezwisko. Jeśli chcesz zasłużyć na buziaka, musisz się bardziej postarać.
-Baby, nie wściekaj się już.
-Próbuj dalej.- Westchnęłam teatralnie, by pokazać mu że nie działają nas mnie takie słabe teksty.
-Mój ty groszku pachnący, przestań odstawiać fochy. Lubisz gdy nazywam cię maleńką.- Percy zrobił triumfalną minę.
-Po pierwsze, wcale nie. Po drugie, skąd wytrząsnąłeś to przezwisko?!!
-Chyba było w jakiejś książce. -Szybko zbył pytanie mój chłopak.
-Glonomóżdżku, ty czytałeś książkę?!
-Dla twojej wiadomości potrafię czytać. Po za tym ja tylko przeglądałem obrazki.- Powiedział obrażonym tonem.
-Przestań już, tylko pytałam.- Powiedziałam, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem (co w przypadku Percyego, brzmiało bardziej jak popiskiwanie delfina). Dostaliśmy potwornej głupawki. Wygłupy te z kolei sprawiły, że zabrakło mi tchu, więc oparłam się na potomku Posejdona, czego skutkiem okazał się namiętny pocałunek. Ja jednak szybko odsunęłam się. To nie jest odpowiednie miejsce Ann, nie teraz, tylko nie myśl, nie myśl... Nie myśl o jego cudownych miękkich ustach i gołym brzuchu, ciepłu jego ciała, rękach pod twoją koszulką, dotykających cię i wplątujących się w twoje włosy palcach, nie myśl o twoich dłoniach błądzących po jego ciele... agggh. Głupie sprośne myśli!
-Daj spokój Ann, zbyt przejmujesz się innymi.- Powiedział Percy.
-Nie mam ochoty całować się z tobą, na oczach innych, ta chwila ma być tylko nasza. Gdybym mogła najchętniej schowałabym cię tylko dla siebie. Po za tym później krążą głupie plotki. -Przynajmniej druga część była prawdą. Zdecydowanie miałam ochotę na całowanie się.
-W takim razie, będziemy potrzebowali chwili samotności. Idź na tyły domku Ateny, tuż po zjedzeniu. Będę tam chwilę po tobie.- Szelmowski uśmiech, wypłynął na jego twarzy, po konspiracyjnym wyszeptaniu tych słów.
Po zjedzeniu tostów i wypiciu herbaty, szybciej odeszłam od stołu,(po spędzeniu 9. lat w obozie ma się swoje przywileje) poszłam zaszyć się za domek Ateny, gdzie miałam czekać na Percyego. Nie ma tam okien, a całość jest od wszystkich stron przysłonięta niskimi drzewami, nikt tu nie przychodzi. Jest to takie nasze małe, prywatne miejsce spotkań. Tak jak już wspomniałam, ukrywaliśmy się nie dlatego że nie wolno nam się spotykać, ale bo chcieliśmy mieć trochę prywatności, bez żadnych głupich plotek, czy komentarzy. Po pewnym czasie pojawił się. Wstałam i oparłam się o ścianę, a syn Posejdona podszedł do mnie, i oparł swoje ręce obok mojej głowy, tym samym zamykając mnie w "klatce naszych uczuć", jak nazwał to on sam. Jego ciało przyszpiliło moje, a ja przebiegłam po nim wzrokiem. Pod pomarańczową koszulką z obozu, wyraźnie rysowały się mięśnie. Zaczęłam rozbierać go wzrokiem, aż przybliżyliśmy się do siebie tak bym nie mogła widzieć nic oprócz jego pięknych zielonych oczu. Natychmiast w nich zatonęłam. Pachniał słoną wodą, i charakterystycznym dla broni zapachem metalu. Nasze usta się zetknęły, jego suche wargi delikatnie pieściły moje. Nie były to dzikie pocałunki jakie składa się w nocy, gdy obie osoby są już pozbawione ubrań, ale takie jakie składa się na ustach, ukochanej osoby. Spokojnie, nie za szybko, ale bardzo namiętnie.
-Dlaczego się ukrywamy Annabeth?- Wyszeptał mi do ucha Percy, na chwile przerywając nasz pocałunek.
-Nie musimy, ale, na pewno nie będę cię całować na oczach 12-latków.-Odpowiedziałam. Po krótkim na myślę dodałam jeszcze, z kpiącym uśmiechem- A przynajmniej nie tak jak ty tego chcesz. A że w tym czasie lekko oddaliliśmy się od siebie, włożyłam dłonie za pasek jego spodni i przyciągnęłam go z powrotem. Czułam jego ręce pod moją koszulką. Ja również badałam jego ciało. Palcami przesuwałam po starych bliznach, jak i tych, które przypominały mi to ciężkie lato. Zaczęłam zdejmować z niego bluzę, a następnie koszulkę. Zdałam sobie sprawę, że sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Łamaliśmy zasady. Nie pierwszy raz, ale pierwszy raz w taki sposób. Napawałam się ciepłem jego ciała. Gdy przeszłam do całowania jego szyi, on przygryzł lekko płatek mego ucha.
Po chwili nasze usta znowu się spotkały, i teraz pocałunki były zdecydowanie, bliżej tych, o których wcześniej wspominałam jako, o pierwszych. Ale my nie mieliśmy takich możliwości. Po pierwsze, spanie w nie swoim domku jest surowo zabronione. Po drugie, przebywanie sam, na sam, dziewczyny i chłopaka, w jednym domku też jest surowo zabronione. Po trzecie, prawie niemożliwe jest dostanie, pigułek antykoncepcyjnych w obozie, nie mówiąc już o prezerwatywach. No chyba, że jesteś na tyle odważny, (i zdesperowany) by poprosić braci Hood, licząc się z konsekwencjami. Ja nie byłam gotowa ponieść tych konsekwencji (ani tym bardziej konsekwencji, seksu bez zabezpieczenia), więc wiedziałam, że tak naprawdę do niczego nie dojdzie. Upewniliśmy się, że nikt nie idzie. Percy, chwycił za rąbki mojej koszulki, i zaczął unosić ją do góry. Pewnie zdjąłby ze mnie, koszulkę, a później ja z niego spodnie, aż w końcu zostalibyśmy pozbawieni ubrań, ale niestety (lub "stety", biorąc pod uwagę, że ten ktoś mógł pojawić się chwilę później) ktoś nam przeszkodził.
Chejron patrzył na nas, zażenowany i zdecydowanie wściekły. Pewnie nie spodziewał się, że dwoje obozowiczów, będzie obściskiwać się pod jego nosem. Gdyby wiedział jak bardzo się mylił... weźmy choćby ostatnią sytuację, gdy w odwiedziny przyjechała do nas pretor Obozu Jupiter. Reyna chyba niezbyt przepadała za wielkim domem, i stwierdziła, że krzaki są o wiele wygodniejsze. W dodatku mieszczą się w nich dwie osoby... ale o tym opowiem innym razem. Tak jak jej nie było w tedy do śmiechu, tak ja miałam ochotę powędrować z powrotem do Tartaru. Chejron darzył mnie i Percyego ogromnym zaufaniem. Znałam go od tak dawna, był dla mnie jak ojciec, więc tym bardziej, zażenowanie było dla mnie większe. Na moich policzkach pojawił się szkarłatny rumieniec. Jednakże gdy spojrzałam na Percyego, zasłaniającego się koszulką, jakbyśmy nigdy nie widzieli go na plaży, czy pod czas treningów, zrobiło mi się go żal. Mój słodki Glonomóżdżek- pomyślałam. Tak żałowałam, że nam przerwano i nie mogłam wdychać już zapachu słonej wody, którą zawsze pachniał. Był cały czerwony, jak bardzo pikantny ketchup. Może dlatego, że wychowawca znalazł nas w bardzo pikantnej chwili. Wiedziałam, że Chejron nie zostawi naszego... Hmm... wybryku bez konsekwencji, dlatego jedna część mówiła: Annabeth, powinno być ci wstyd, poniosło cię, co ty tu robisz, chyba musimy zacząć z powrotem ćwiczyć nad sobą; druga część krzyczała: O mój boże przepraszam, przepraszam, po co Ann? Po co? Jaki wstyd, jak inni się dowiedzą...; trzecia część mnie mówiła zaś: Od całowania, do seksu jest jeszcze daleka droga, nic takiego się nie stało, byłaś ubrana; czwarta część jej ciała przemawiała jednak do niej najmocniej: Dlaczego musiał nam przerwać! Chcę jeszcze raz dotknąć jego ramion, ust, i ciepłych mięśni brzucha. I znowu myślałam o jego wspaniałym zapachu i suchych wargach. Tak, byłam rozgrzana do czerwoności. Oddałabym w tej chwili wiele by dostać jeszcze jeden namiętny pocałunek.
Jednak ja i mój chłopak, staliśmy tylko, oddaleni od siebie, on poł-nagi, dyszący, ja rozczochrana i w nie wiele lepszym stanie od niego i wpatrywaliśmy się w ziemię.
Niezręczną cisze przerwał Chejron:
-Za pięć minut w wielkim domu. Doprowadźcie się do porządku, a ty Percy -ubierz się. Stawicie się punktualnie i osobno...-powiedział szczególnie kładąc nacisk na ostatnie słowo.-... Albo będziecie mieli jeszcze większe kłopoty.
Obrócił się i pogalopował do wielkiego domu. Gdy tylko odwrócił się, roześmialiśmy się. Nie był to jednak śmiech szczery i radosny, ale taki, który ma rozładować atmosferę. Nie udało się, pewnie przez rozmowę którą niedługo mieliśmy odbyć. Na pożegnanie podeszłam do niego i nasze usta spotkały się szybko, niezdarnie i z impetem, który przez pierwsze sekundy lekko zabolał. Jednak ból był bardzo przyjemny. Gdy odsunęłam się od niego, widać było, że pozytywnie go zaskoczyłam. W końcu to on łamie zasady, a nie ja... Zadowolona z siebie, na dosłownie minutę zapominając o czekających mnie problemach wybiegłam z za domku, a Percy zaczął ubierać koszulkę. Gdy biegłam przed siebie, wpadłam na kogoś. Grupkę trzech obozowiczów, którzy szli prosto za domek Ateny. O mój boże - pomyślałam- gdyby stary centaur nam nie przeszkodził, leżelibyśmy tam teraz i... Może nawet dobrze się stało, że to on nas zobaczył, a nie Hoodowie i Clarisse. To nie mógł być przypadek.
....................................................................................................................................................................................................................................
Koniec! Mam nadzieję, że się spodobało. Jeśli ktoś już w ogóle czytał mojego bloga. Jeśli ktoś w ogóle to czytał. Jeśli nie, mam nadzieję, że ktoś w najbliższym czasie zacznie 😊 Dziś mega Percabeth i mega optymistycznie. Druga część pojawi się w przyszłym miesiącu, bo w tym wstawię jeszcze one shot świąteczny, lub sylwestrowy. Jeszcze nie jestem pewna. To do zobaczenia! Jeśli to przeczytałeś, proszę zostaw komentarz. Nie musi być długi, wystarczy na przykład: smutna buźka, jeśli się nie podobało, a jeśli tak- wesoła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz