Perspektywa Nico di Angelo, lat 15/16; kartka z pamiętnika; Nico i jego gimbusiarskie przemyślenia.
..............................................................................................................................................................
Tego koszmarnego poranka myślałem
że nic nie sprawi że będę czuł się jeszcze gorzej. Budzik zadzwonił tak nagle,
że prawie dostałem zawału. Skończyło się jednak, tylko rozbitym telefonem,
który przypadkiem strąciłem ręką z szafki nocnej i mocnym upadkiem z łóżka.
Sturlałem się z hukiem na ziemie, prosto na twarz. Wyobrażałem sobie jak
idiotycznie muszę wyglądać. Na moje nieszczęście gdy przewróciłem się na plecy
spostrzegłem kogoś stojącego w drzwiach. Tylko nie to. Zaczerwieniłem się i
zrobiłem najgłupszą w świecie minę. Jedyną rzeczą jaką miałem na sobie były
bokserki. Śliczne zielone bokserki w auta. Gdy zdałem sobie sprawę że akurat
dzisiaj ubrałem te przeklęte majtki i że w dodatku trochę mi się obsunęły (w
prawdzie nic nie odkryły ale jednak) było już za późno. Osoba stojąca w
drzwiach wyjęła tego cholernego smartfona i zrobiła mi serię zdjęć. Jedno
gorsze od drugiego. Poderwałem się wściekły i chwyciłem najbliżej leżącą
poduszkę. Rzuciłem nią jak najmocniej, jednak odbiła się tylko od
zatrząśniętych z hukiem drzwi. Zanim zdążyłem jakoś zareagować, osoba ulotniła
się. Pieprzyć to! Przeklęty ja! Dlaczego akurat dzisiaj musiałem założyć te
pieprzone bokserki! Spojrzałam na zegarek - 8:30. Kurwa! Sadie przyszła mi
tylko powiedzieć że zaspałem, a ja miałem po prostu pecha, że przyszła tuż po
tym gdy mój telefon w końcu mnie obudził. Rozłożyłem się na łóżku. Zaraz cały
obóz zobaczy zdjęcia prawie nagiego Nicka. Zakryłem głowę poduszką. Ale z tej
czarodziejki suka! Na pewno z wredną satysfakcją wstawi to na instagrama, czy
facebooka. Do tego nie będzie mogła się zdecydować z jakim dopiskiem:
"Śliczna bielizna xd
Rozbawiona - z Nico di Angelo", czy "Z takimi
bokserkami zaciągniesz do łóżka nie jedną dziewczynę Nico". Zachować
spokój. Chowanie się w pokoju nic nie pomorze.
Zmieniłem majtki. Tym razem na całe czarne. Nigdy więcej
kolorowej bielizny. A zwłaszcza takiej dla sześciolatków, w czerwone
samochodziki. Do tego spodnie z ciemnego dżinsu, pasek ze srebrną klamrą z
czaszką. Byle jaki T-shirt. No dobra, dopasowany czarny T-shirt z
jakimś białym napisem. Taki jakie są teraz modne. Lotniczą kurtkę - mogę chcieć
wyglądać seksi, ale nie chce stracić kawałka mojej duszy. Włosy na żel postawione,
we fryzurę która mówi: Dopiero co wstałem z łóżka. Trzeba przyznać że trochę
się odstrzeliłem. Dla nikogo konkretnego, oczywiście... Moje myśli jednak
mimowolnie popłynęły w kierunku jego oczu, uśmiechu i ust, które tak świetnie
całowały. Znaczy nie wiedziałem jak jego usta całują. Tylko tak myślałem.
"Cholera! To znaczy nie całowałem się, bo my nie jesteśmy parą, a on nawet
nie jest gejem. Wydaje mi się, że takie usta muszą świetnie całować". Po
chwili spędzonej przed lustrem stwierdziłem że wyglądam zbyt... jak Percy,
czy któryś z tych modnych chłopaków. Po namyśle zmieniłem T-shirt
na cały czarny, zmierzwiłem włosy mokrą ręką i zdjąłem pasek- zdecydowanie
bardziej Nico. Sprawdziłem jeszcze tylko co z moim rozbitym telefonem. Nie udało
się go uratować. Był doszczętnie zniszczony, ale jednak nie tak, jak moja duma.
Musiałem się zmierzyć z rzeczywistością i stawić czoła problemom. Nawet jeśli
moje problemy dotyczyły, wrednego maga z moimi kompromitującymi fotkami.
Otworzyłem drzwi, nikogo nie było widać - wszyscy byli na śniadaniu. Oślepiło
mnie jasne słońce. Zmrużyłem oczy i zrobiłem jeden krok w stronę wyjścia.
Pod stopą poczułem miękka trawę. Nie zawracałem sobie jednak głowy odczuciami i
rozmyślaniem nad tym jaki piękny mamy dziś dzień, bo dżinsy zsunęły mi się do
kostek. Jak można zapomnieć założyć paska? Jak? Tak, taki zdolny niestety
jestem chyba tylko ja. Chwyciłem je szybko, i podciągnęłam do góry. Nie
zrobiłem tego jednak tak szybko jak bym chciał - lewa nogawka zaczepiła mi się
o but. Zanim zdążyłem wycofać się do domku, stanął przede mną Percy. Już gorzej
być nie może - myślałem. Roześmiał się uniósł lewą brew i zapytał mnie z
kpiącym uśmiechem:
-Pomóc ci? - Odhaczyłem i podciągnąłem już spodnie, ale on i tak dodał - Widzę że zmieniłeś już bokserki.
Zaprosiłem go gestem ręki do domku, usiadłem na łóżku i wsadziłem twarz w ręce.
-Pomóc ci? - Odhaczyłem i podciągnąłem już spodnie, ale on i tak dodał - Widzę że zmieniłeś już bokserki.
Zaprosiłem go gestem ręki do domku, usiadłem na łóżku i wsadziłem twarz w ręce.
-Wszyscy już wiedzą? - spytałem
zrezygnowany.
-Spoko, Sadie pokazała tylko kilku osobom. Ja, Valdez, Annabeth. A tak mimochodem, na prawdę fajnie wyszedłeś . Zwłaszcza na tym, na którym widać w całej okazałości czerwone autka. Will będzie zadowolony... O ile uważa dziecięcą bieliznę za seksowną.- Zrobił najwredniejszą minę jaką tylko potrafił i wybuchnął jeszcze głośniejszym śmiechem. W jednej chwili zrobiłem się biały, fioletowy, zielony, i na końcu czerwony. Gdy zobaczył moją przerażoną minę opanował się i dodał.
-Spoko, Sadie pokazała tylko kilku osobom. Ja, Valdez, Annabeth. A tak mimochodem, na prawdę fajnie wyszedłeś . Zwłaszcza na tym, na którym widać w całej okazałości czerwone autka. Will będzie zadowolony... O ile uważa dziecięcą bieliznę za seksowną.- Zrobił najwredniejszą minę jaką tylko potrafił i wybuchnął jeszcze głośniejszym śmiechem. W jednej chwili zrobiłem się biały, fioletowy, zielony, i na końcu czerwony. Gdy zobaczył moją przerażoną minę opanował się i dodał.
- Spoko stary, ja tylko żartowałem, ale...
-zawahał się, jakby nie był pewny czy może to powiedzieć. Przygryzł lekko
dolną wargę, która straciła swój zwykły odcień czerwieni. Czerwony to super kolor. Gdybym miał wybrać mój ulubiony kolor to byłaby to właśnie krwista
czerwień. W każdym razie Jackson usiadł przy mnie i uśmiechnął się nieśmiało, a
ja mimowolnie westchnąłem. Wyłapywałem najdrobniejsze ruchy. Jego twarz
stężała, a oczy uważnie mnie obserwowały, jakby chciał się mnie o coś spytać,
ale nie był pewny czy może. Zmarszczył lekko brwi, a ja chciałem już tylko żeby
zadał to pytanie. Jaki on ma boski łuk brwiowy, taki…
pociągający...
- Podoba ci
się, prawda? Spoko nikomu nie powiem. - Powiedział jak najszybciej. Musiał
zobaczyć odpowiedź w mojej twarzy. Czy inni też to widzieli? Czy Will domyślał
się prawdy? -Chcę tylko, żebyś wiedział że my nie mamy nic przeciwko, a
większość obozu już wie, że jesteś...
-Kim? Kim jestem? - gdy zauważyłem że nie chcą mu przejść przez gardło te słowa, zabolało. Poczułem, że ludzie nigdy mnie nie zaakceptują. Dlatego się na niego wydarłem. Po chwili zdałem sobie sprawę, że ja też nie potrafię głośno wymówić tych słów. Nie potrafiłem zaakceptować siebie. Niby nie było różnicy, ale gdy mówiłem to głośno, bolało bardziej. Więc tylko wyszeptałem: –Tak. Jestem gejem. To ty im powiedziałeś? A może Annabeth? I dlaczego? -Ne potrafiłem pojąć po co miałby chcieć mnie zniszczyć. Łzy zaczęły strużkami ściekać po moich policzkach. Spojrzałem w jego zielone, jak morze oczy. Kiedyś je kochałem, ale teraz… To co kiedyś wydawało mi się w nich takie piękne, teraz mnie przerażało. Przerażało mnie to, że kiedyś je kochałem, że oddałem im serce w ogóle ich nie znając. To nienormalne, i paradoksalne. Kochałem w nich sam fakt, że mogę je kochać. Dlaczego byłem tak głupi, by tego nie dostrzegać. -To nie tak! -Percy uniósł ręce w obronnym geście. - Przysięgam, że nikomu nie powiedzieliśmy! Naprawdę! Pewnie ktoś usłyszał!- Był smutny i zmartwiony tym, że go oskarżam, nie miał mi jednak tego za złe. Po zobaczeniu jego przybitego wyrazu twarzy, nie potrafiłem mu nie wierzyć. Znowu. -Wszystko w porządku. I tak w końcu musiałbym im powiedzieć. -Westchnąłem ciężko. Otarłem łzy i uśmiechnąłem się słabo. On odwzajemnił mój uśmiech i nie potrzebowałem już żadnych dowodów by wiedzieć, że dobrze zrobiłem, mówiąc, że mu wierze, i że wszystko jest w porządku. Nie było to do końca prawdą, ale prawda zawsze boli bardziej, mimo iż zazwyczaj jest najlepszym wyjściem. Ale nie dzisiaj. Przybliżył się do mnie i objął lekko. Kiedyś poczułbym się zażenowany, moje serce podskoczyłoby z radości i wypełniło się nadzieją na lepsze jutro. Jednak wiedziałem, w czyich ramionach doświadczę tego uczucia. Percy jest już dla mnie tylko kolegą. Wtedy uświadomiłem to sobie już całkowicie. Mam przyjaciela, dobrego przyjaciela, który wprawdzie ma boski łuk brwiowy, ale nie znaczy dla mnie nic więcej. Poklepał mnie po plecach, jak starszy brat.
-Kim? Kim jestem? - gdy zauważyłem że nie chcą mu przejść przez gardło te słowa, zabolało. Poczułem, że ludzie nigdy mnie nie zaakceptują. Dlatego się na niego wydarłem. Po chwili zdałem sobie sprawę, że ja też nie potrafię głośno wymówić tych słów. Nie potrafiłem zaakceptować siebie. Niby nie było różnicy, ale gdy mówiłem to głośno, bolało bardziej. Więc tylko wyszeptałem: –Tak. Jestem gejem. To ty im powiedziałeś? A może Annabeth? I dlaczego? -Ne potrafiłem pojąć po co miałby chcieć mnie zniszczyć. Łzy zaczęły strużkami ściekać po moich policzkach. Spojrzałem w jego zielone, jak morze oczy. Kiedyś je kochałem, ale teraz… To co kiedyś wydawało mi się w nich takie piękne, teraz mnie przerażało. Przerażało mnie to, że kiedyś je kochałem, że oddałem im serce w ogóle ich nie znając. To nienormalne, i paradoksalne. Kochałem w nich sam fakt, że mogę je kochać. Dlaczego byłem tak głupi, by tego nie dostrzegać. -To nie tak! -Percy uniósł ręce w obronnym geście. - Przysięgam, że nikomu nie powiedzieliśmy! Naprawdę! Pewnie ktoś usłyszał!- Był smutny i zmartwiony tym, że go oskarżam, nie miał mi jednak tego za złe. Po zobaczeniu jego przybitego wyrazu twarzy, nie potrafiłem mu nie wierzyć. Znowu. -Wszystko w porządku. I tak w końcu musiałbym im powiedzieć. -Westchnąłem ciężko. Otarłem łzy i uśmiechnąłem się słabo. On odwzajemnił mój uśmiech i nie potrzebowałem już żadnych dowodów by wiedzieć, że dobrze zrobiłem, mówiąc, że mu wierze, i że wszystko jest w porządku. Nie było to do końca prawdą, ale prawda zawsze boli bardziej, mimo iż zazwyczaj jest najlepszym wyjściem. Ale nie dzisiaj. Przybliżył się do mnie i objął lekko. Kiedyś poczułbym się zażenowany, moje serce podskoczyłoby z radości i wypełniło się nadzieją na lepsze jutro. Jednak wiedziałem, w czyich ramionach doświadczę tego uczucia. Percy jest już dla mnie tylko kolegą. Wtedy uświadomiłem to sobie już całkowicie. Mam przyjaciela, dobrego przyjaciela, który wprawdzie ma boski łuk brwiowy, ale nie znaczy dla mnie nic więcej. Poklepał mnie po plecach, jak starszy brat.
-Wszystko
się ułoży. – Wstał i wolnym krokiem podszedł do drzwi. Nacisnął na klamkę i
ostatni raz odwrócił głowę by na mnie spojrzeć. Zamknął drzwi.
Nie
popełniając drugi raz tego samego błędu założyłem zwykły, skórzany pasek.
Poszedłem do łazienki i przejrzałem się w lustrze. Oczy miałem czerwone, a
twarz zapuchniętą. Przemyłem ją wodą i wziąłem kilka głębokich oddechów. Śniadanie
i tak już się skończyło, ale przynajmniej wyjdę na spacer. Skierowałem się do
lasu, przeszedłem jednak tylko kilka kroków i natknąłem się na Willa. Widocznie
czegoś ode mnie chciał, bo kierował się do domku Hadesa. Ubrany jak
zwykle w swoją, już przedartą koszulkę z obozu, dżinsy i zniszczone trampki,
wyglądał ślicznie. Miałem ochotę mu to powiedzieć, ale bałem się, że źle to
zinterpretuje, i pomyśli że darze go jakimś mocniejszym uczuciem, czy coś...
Już trzecia osoba chciała mnie dziś odwiedzić. Sadie wprawdzie nie z własnej
woli, bo pewnie Chejron kazał jej przyjść, ale jednak się liczy.
-Hej.
Właśnie do ciebie szedłem. Czemu cię nie było? Wiesz przecież, że powinieneś
jeść co najmniej 4 posiłki dziennie. – Powiedział na jednym oddechu, nie dając
mi się przywitać. Głos "zalecenie lekarza", uciszył mnie. Nie wiem do
końca jak to działa, ale gdy mówi tym głosem po prostu nie da się z nim kłócić.
Jak ja nienawidzę jak on tak mówi! Moje serce jednak podskakiwało, ciesząc się,
że może go zobaczyć. Po chwili wyciągnął z reklamówki, którą trzymał w lewej
ręce plastikowe pudełko. Zapachniało szynką i pomidorem. Pomidory! Jak ja
nienawidzę pomidorów i Will dobrze o tym wie! Zrobił to złośliwie. No, ale
przynajmniej mi coś przyniósł. Już wcześniej byłem bardzo głodny i nie wiem czy
wytrwałbym do obiadu.
-Przyniosłem
ci śniadanie. Kanapki z szynką i pomidorem. Pomidory są zdrowe i powinieneś
również je jeść, przynajmniej od czasu, do czasu. Nie przyszedłeś na śniadanie
to twój problem! Gdy będziesz bardzo głodny zjesz nawet je, a teraz chodźmy do
ciebie.- Kontynuował dalej jednym ciągiem, słowa wylewały się z jego ust nie
dając mi powiedzenia chociażby"hej".
-Hej.-
Udało mi się dojść do głosu.- Zaspałem, a ty jesteś najzwyczajniej w świecie
wredny! Wiesz jak nienawidzę pomidorów! Nie wykręcaj się tymi swoimi
"zaleceniami lekarza"!- Powiedziałem oskarżycielskim tonem, mrużąc
oczy i wbijając w niego moje najhardziej mordercze spojrzenie. Byłem jednak tak
głodny, że wziąłem od niego pudełko. Oderwałem od niego wzrok, by spojrzeć na zawrtość, a gdy już po chwili moje oczy spotkały się z jego, zauważyłem że stara
się nie wybuchnąć śmiechem. Ciszę jaka zapanowała przerwał głośny i radosny
śmiech. Will potrafi śmiać się na tyle różnych sposobów. Ten śmiech był długo powstrzymywany, słychać to było w jego
głosie. Właściwie to śmieszne jak szybko zmieniają się nastroje. Przecież
jeszcze chwilę temu płakałem w moim domku nad sobą i uskarżałem się na brak
akceptacji. A teraz śmieję się. Nigdy nie sądziłem że tyle razy pod rząd użyję
słowa śmiać, ale odkąd poznałem Willa śmieje się częściej.
Poszliśmy
razem i usiedliśmy na łóżku, tam gdzie przed chwilą siedziałem z Percym. Moje
serce podskoczyło raz jeszcze (czy to może zaszkodzić mojemu zdrowiu?), a gdy lekko musnął mnie swoim ramieniem w moim brzuchu
pojawiło się mnóstwo motyli. Musiałem jednak przestać marzyć o niebieskich
migdałach, gdyż Will polecił mi natychmiastowo i niezwłocznie zjeść śniadanie.
Sam wstał i odsłonił firany. Do środka wlały się dawno już tu niewidziane
promienie słońca.
-Dzisiaj,
jako że jutro mamy bal sylwestrowy nie ma treningów. Chejron stwierdził że ten jeden
raz w roku możemy odpuścić sobie terminowe treningi.- Mówił Will
podekscytowany.- Idziesz na bal?
-Nie,
raczej nie.- Powiedziałem. Miałem nadzieję że zaprosi mnie, gdyż ja bardzo
chciałem go zaprosić.
-Ja
idę na pewno. Ty też chodź! Nie trzeba mieć partnera. Ja na przykład chyba
pójdę z Emi od Demeter. Jako przyjaciele, wiesz.- No i straciłem wszelką
nadzieję. Czemu miałby proponować mi pójście na bal, skoro może iść z jedną z
najładniejszych dziewczyn w obozie? Po za tym on nie jest gejem! Ciągle
wypadało mi to z głowy.
-Więc
skoro mamy wolne, a wiem że łucznictwo idzie ci nie najlepiej, a wiesz ja
jestem całkiem niezły...- Powiedział z nietypową dla niego nieśmiałością i
założył jedną rękę za głowę i... Czyżby się zarumienił?
-Powiedział pomocnik
trenera łucznictwa.- Wtrąciłem się ironicznie. On jednak kontynuował nieśmiało:
-To
może ten, chciałbyś żebym cię trochę podszkolił?- W tym czasie skończyłem już
jeść i stanąłem na przeciwko jego.
-Tak
jasne, to może po obiedzie pójdziemy do lasu, żeby nikt nam nie przeszkadzał?
-To
ok, ja już idę! O widzę że zjadłeś pomidora!- Rozpromienił się i wyszedł, a ja
podziękowałem bogom, że nie zauważył zabarwionej na czerwono wody pod łóżkiem.
Wyciągnąłem pomidory spod łóżka i wytarłem brudną podłogę, a następnie położyłem się. I
tak leżałem rozmyślając o wszystkim i niczym, a moje serce przepełniło się
nadzieją na lepsze jutro.
Po
obiedzie, nie mogąc się już doczekać naszego spotkania, pobiegłem prosto na
polane, gdzie czekał na mnie Will. W ręku trzymał łuk, a drugą wskazywał na
leżący czarny kołczan z kolejnym łukiem. Był to sprzęt dla mnie - nawet wybrał
specjalnie dla mnie kolor - uśmiechnąłem się w duchu. Podszedłem i chwyciłem
mój sprzęt.
-Gotowy?
-Ja?
Zawsze- Odpowiedziałem pewny siebie. Następne pół godziny Will wykrzykiwał.
Teksty typu: "Celuj bardziej pod kątem!", "Nie po to ustawiłem
tarczę żebyś celował w drzewa", "Nie, nie, nie! Napnij mocniej
cięciwę! Źle".
-Źle
trzymasz, spróbuj lżej. Przesuń nadgarstek trochę w górę!- Aż w końcu
zirytowany podszedł do mnie i powiedział - Pokażę ci.
Ustawił
się za mną. Czułem jego oddech na karku. Jego pierś przylegała do moich pleców.
Czułem też, że lekko ugina nogi, by wpasować się w moje ramiona. Położył swą dłoń
na mojej, a drugą zaczął ustawiać moje palce na rękojeści. Masował mi
nadgarstek, mimo tego nie potrafiłem się rozluźnić. Zbyt bliski kontakt z inną
osobą. Pragnąłem tego dotyku, ale też stresował mnie on. Naciągnęliśmy cięciwę.
Razem. Wdychałem jego zapach. Broń, a dokładniej zapach metalu, owsianka,
dezodorant, albo jakieś perfumy. Czułem to wszystko i miałem nadzieję pamiętać
te zapachy całą wieczność. W końcu, być może, już nigdy nie będzie mi dane stać
tak blisko niego. Wystrzeliliśmy strzałę. Trafiła w sam środek. Podekscytowany
obróciłem się, jednak on nadal trzymał mój łuk, przez co uderzyłem go nim w
czoło. On schylił się niezdarnie, a ja właśnie skończyłem się obracać i nasze
usta niefortunnie się zetknęły. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale
pomyślałem"raz kozie śmierć". Wiedziałem, że taka okazja może się już nigdy więcej nie powtórzyć, i że to może być jedyny moment, by spełnić moje marzenie. Pościłem łuk i pocałowałem go szybko.
Odsunąłem się od niego i zawstydzony spuściłem głowę. Przez chwilę panowała
niezręczną cisza, a Will wpatrywał się we mnie z rozchylonymi ustami.
Przerwałem to:
-Widzisz
Will, powinien powiedzieć ci już dawno, ale myślałem... bałem się, tak bardzo
się bałem, że zepsuje naszą przyjaźń, że ty nie zaakceptujesz tego, że ja...
-Zamknij
się już, przecież wiem.- podszedł do mnie i położył ręce na moich
ramionach.-Nico, na miłość bogów przecież wiem. I akceptuję to, bo ja też
jestem gejem.- I pocałował mnie. Schylał się przy tym lekko. Miał takie ciepłe
i miękkie usta. Całował mnie raz, za razem i wydawało mi się że trwa to całą
wieczność. Kronos poszedł mi ma rękę. On wiedział co zrobić z dłońmi i jak się zachować, ja jednak
byłem lekko zdezorientowany. A co jeśli zrobię coś źle? Jeszcze nigdy się nie całowałem, a on na pewno miał już doświadczenie. Położyłem dłonie troszkę powyżej jego brzucha.
Opuszkami palców dotknąłem kawałka jego skóry, który odsłoniła koszulka. Gdy on
to poczuł, złapał mnie za oba policzki, tak jakby nigdy nie chciał mnie już
puścić. Pewnie według standardów całowaliśmy się stosunkowo krótko, ale jak
wiecie jestem bardzo "niestandardowym" nastolatkiem. Odsunąłem się od
niego i cofnąłem kilka kroków. Zakręciło mi się w głowie. TO się stało
naprawdę. Will jest gejem. Will może chcieć być moim chłopakiem. Will może chcieć
pójść ze mną na randkę. Wtedy zdecydowałem. Ja zrobiłem pierwszy ruch, on drugi
- teraz moja kolej. Wziąłem głęboki oddech i zapytałem:
-Chciałem
się cię zaprosić wcześniej, ale stwierdziłem że na pewno się nie zgodzisz.
Teraz jednak okoliczności się zmieniły, więc...- Następny głęboki wdech.
Kolejne słowa wypowiedziałem bardzo szybko, by mieć to już za sobą - Pójdziesz
ze mną na bal? Wiem że nie jestem tak ładny jak Emi, a wyjście to oznaczałoby
przyznanie się publicznie do tego, że jesteś i ja też jestem gejem, więc
zrozumiem...
-Chętnie
z tobą pójdę. - Powiedział łagodnie. Jak on mógł się tak szybko uspokoić po tym
co się stało? Mi nadal trzęsły się dłonie, dlatego schowałem je do kieszeni.
-Naprawdę?!
- Był to bardziej okrzyk radości niż zapytanie, ale byłem bardziej szczęśliwy
tym że Will przyjął to zaproszenie, niż sam bym się po sobie spodziewał.
-Wpadnę
do ciebie jutro, około 22, ok?
-Ta,
jasne. - Wymamrotałem.
Gdy
wychodziłem z lasu nadal byłem trochę czerwony, ale mam nadzieje że ten kolorek zszedł mi choć trochę gdy szedłem się położyć. Bo to była pora na gruntowne
przemyślenia, przygotowanie psychiczne do jutrzejszego dnia i przedobiednią drzemkę.
..................................................................................................................................................................
Część przedsylwestrowa. Nico i jego przemyślenia. Starałam się nie przesłodzić jego myśli, ale skąd mam wiedzieć co dzieje się w głowie chłopaka, myślącego o swojej miłości? Więc zdaję sobie sprawę, że zachowania Nico mogą być trochę... hmm... dziewczyńskie. Dialogi trochę naciągane, ale mam z tym trudności. Najlepsze sylwestrowe życzenia! Przeczytaj proszę notkę na marginesie, po prawej!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz